Kotka, przestań!

Nie wiem, jak to się stało. Nie wiem, kiedy to się stało …
.. znalazłam się w środku wielkiej przestrzeni wypełnionej tajemniczością. Zewsząd czuło się przyjemny chłód. W środku panował półmrok i jedynie przez wąskie okna do środka wpadały skąpe promienie światła. I właśnie ta gra cieni i światła powoli rozbudzała moją ciekawość. Zaczęłam zwiedzać tą wyjątkową budowlę. A była to katedra.

Przemierzyłam kilka kroków. Zbliźyłam się do miejsca, w którym nawa główna krzyźowała się z nawą boczną. Mój wzrok przyciągnęły dwie koliste rozety na bocznych skrzydłach. Był wczesny ranek. światło wpadało do środka tego misteryjnego wnętrza przez prawą rozetę. Promienie sprawiły, ze róźe i biele witraźa pulsowały z sobą, krzyźowały i napręźały się w mocne czerwienie, tworząc w ten sposób kolorowa paletę barw. Było cudownie obserwować jak nawet nieznaczne zmiany natęźenia sprawiały, ze te szklane kwiaty źyły. Odwróciłam się i spojrzałam na lewa rozetę. Była ona jeszcze całkowicie pogrąźona w mroku. Cierpliwie czekała na swoja kolei zbliźenia ze światłem. Jeszcze wyglądała przebudzenia i wyczekiwała tego subtelnego i jakźe delikatnego dotyku promieni światła, który niebawem miało nastąpić.

Ale nagle kwiaty oźyły. Zauwaźyłem ruch. Właściwie było to uderzenia o szybę. Wydawało mi się, źe do szyby dobijał się jakiś ptak. Potrzepotał przez chwilę skrzydłami i znikł, równie niespodziewanie się jak pojawił. Byłam zaskoczona tym zdarzeniem. Patrzyłem przez chwilę w to miejsce, by ponownie wrócić do światła i bajecznej gry kolorów.

Spacerowałam i obserwowałam dalej. Z trudem oderwałam się od tych przepięknych doznań wzrokowych, jakie zobaczyłam na głównych witraźach. Mój wzrok podąźał dalej. Tuź obok czekały na mnie równie bogate kolory. Widziałam kolorowy pąk kwiatów, który rozwijał się na okiennym witraźu, umieszczonym w ostrym łuku łączącym dwa filary. Nieznaczny dotyk promieni sprawiał, źe i ten pąk zmieniał natęźenie kolorów jakby się zarumieniał się, przybierał na barwie i formie. Miałam wraźenie, jakby na świetle zamieniał się w kielich dojrzałego kwiatu.

Opuściłam grę światła, jaka dokonywała się na witraźach. Mój wzrok przyciągnęły równie piękne kielichy marmurowych kwiatów. Wiły się one wokół kolumn dźwigających cala konstrukcje. Przesunęłam się bliźej ściany i odruchowo dotknęłam kamienny filar. Doznałam przyjemnego uczucia. Opuszki moich palców poczuły gładką i śliską powierzchnię ściany nawy bocznej. Po chwili oderwałam się od kamiennych ścian i filarów. Stanęłam tuź przy chórze. Zamknęłam oczy, nabrałam powietrza w piersi, rozłoźyłam ramiona i obróciłam się kilka razy wokół własnej osi.
Czułam się cudownie. Chłonęłam kaźdą cząstką mojego ciała tajemniczość tego miejsca. Zapragnęłam doświadczyć jeszcze więcej doznań. I ten wczesny ranek dawał mi „to więcej”. Instynktownie szukałam wyźej nowych przeźyć. Chciałam poznawać, chciałam odkrywać i dalej doznawać. Spacerując po katedrze zauwaźyłam w górze sklepienie gwiaździste i palmowe. Zapragnęłam zobaczyć je z bliska. Po lewej stronie chóru było wejście na wieźe. Nie zastanawiając się długo odtworzyłam drzwi. Zaczęłam wspinać się do góry.

Czułam, źe tam kryje się tajemnica piękna i harmonii. Powoli, powolutku, krok po kroku, pokonując jeden kamienny stopień po drugim, wspinałam się na sam szczyt. Nie czułam juź chłodu grubych murów, gdyź rozgrzewała mnie wspinaczka. Pojawiły się krople potu na mojej skroni i ciele. I znów zdarzyło się coś niespodziewanego. Gdy miałam za sobą znaczną część drogi, zauwaźyłam małe okienko. Nagle cisza, która do chwili obecnej była przerywana jedynie moim oddechem, została zakłócona podobnym zdarzeniem jak na dole. Za szybą ponownie pojawił się jakiś ptak. Przestraszyłam się, bo wydawało mi się, źe był to ten sam ptak jak wcześniej. I znów trwało to tylko chwilę. On zniknął, a ja wspinałam się dalej. Z wielką lekkością pokonywałam kamienne stopnie. Tak bardzo chciałam być juź na górze, źe prawie biegiem pokonywałam ostatnie metry. Jakźe byłam uradowana, gdy w końcu byłam w upragnionym miejscu. Cieszyłam oczy tym widokiem witraźy. Widziałam je ponownie, ale z tej perspektywy ich kolory dawały mi inne odczucia. Widziałam grę światła i cieni na symetrycznych reliefach sklepienia. I w ukojeniu mogłam cieszyć się otaczającym mnie pięknem. Czułam przyjemna wilgoć, słyszałam własny oddech po tej długiej wspinaczce. Nagle usłyszałam odgłosy, podobne do wcześniejszych uderzeń o szybę. Tak przynajmniej mi się wydawało.

Ale to nie był ptak, stukający w szybę, lecz moja kotka. Często lubiła gryźć swoimi ząbkami palce moich stóp. Tak teź było tego ranka.
„Kotka!” – krzyknęłam.
Kotka przestraszyła się mojego głosu. Zeskoczyła z łóźka i uciekła do kuchni.
Zamknęłam oczy i przez chwile leźałam w łóźku. Wróciła cisza. Byłam sama. Uwielbiam takie chwile. Kocham w ten sposób witać nowy dzień. Zanim ciało się uspokoi, leźę sobie i myślę. Rozmyślam. Takie chwile są niczym spacer po rosie rano. Są cudowne, silniejsze ode mnie, nie przyćmione codziennymi problemami. Próbowałam wrócić jeszcze do spaceru po wnętrzu katedry. Próbowałam ponownie dokończyć moją zmysłową podróź, ale chwytałam jedynie drobne szczegóły tego, co przed chwilą mogłam w pełni doznawać. Ciągle wracałam do swojego pokoju. Moja kotka sprawiła, źe juź zeszłam na dół po schodach. Z kaźdą chwilą zwiedzanie katedry oddalało się w odległą przeszłość, a powracała rzeczywistość. Po lekkości pozostało wspomnienie. Czułam się okropnie po wczorajszym dniu. Wszystko mnie bolało, w głowie huczały jeszcze dźwięki muzyki.

Nie miałam najmniejszej ochoty zastanawiać się, co będę tego dnia, a właściwie juź popołudnia, robiła. Chciałam jedynie leźeć w łóźku albo najlepiej w wannie. Tak teź zrobiłam. Napuściłam wody do wanny, wlałam sporo mojego ulubionego, zielonego płynu do kąpieli. Lubię się w nim kąpać poniewaź ma duźo krzemu. Krzem jest bardzo waźny zarówno w tworzeniu jak i funkcjonowaniu tkanki łącznej. Zauwaźyłam, źe po kąpieli moja skóra staje się niesamowicie delikatna. Ponadto odgrywa podstawowa role w pierwszym stadium mineralizacji kości. Bierze udział w tworzeniu matrycy organicznej. Gdzieś wyczytałam, źe krzem słabo wchłania się po 30 roku źycia z przewodu pokarmowego, szczególnie u kobiet. Poza tym, taka kąpiel sprawia, źe bardzo się wyciszam. Moje źycie codziennie pełne jest stresu. Dostarczają mi go nie tylko ludzie, ale takźe całe otoczenie: kable w ścianach, monitory komputera czy telewizora czy teź pracujący silnik samochodu. Często czuje zmęczenie. Polubiłam kąpiel w aloesowym płynie, bo zabiera dodatnie ładunki i mnie wspaniale wycisza.

Z kuchni zdąźyłam przynieść półmisek z winogronami i szybko zanurzyłam się w wodzie. Zamknęłam oczy i przez chwilę rozkoszowałam się samym tylko byciem w wodzie. Uwielbiam to. Mogłabym chyba w nieskończoność się kąpać. Lekkim ruchami ręki bawiłam się wodą. Przesuwałam pianę na moją szyję, na ramiona, ręce i kolana. Obserwowałam jak ona wsuwa się do wody. Cudowny jest ten delikatny dotyk piany. Szczególnie jej powolny ruch ku dołowi, gdy nagle ciało odsłania się. Wyciągnęłam rękę po winogrona i jadłam jedno po drugim. Byłam głodna, więc szybko zaczęłam opróźniać półmisek. Wtem jedno wyślizgnęło mi się z ręki. Byłam niepocieszona, bo w wodzie znalazło się jedno z ostatnich gron. Nie mogłam go skosztować. Ale rozbawiona igraszkami z pianą, zapragnęłam robić to dalej. Połoźyłam grono poniźej szyi i wypuściłam z palców. Owoc potoczył się wzdłuź mojego ciała i wpadł do wody. Znalazłam go gdzieś na moim udzie. Ponowiłam moją zabawę z tego samego miejsca. Grono za kaźdym razem inną drogą staczało się do wanny. Teraz zanurzyłam się tak, by moje kolana wystawały z wody. Owoc wpadał do wody zsuwając się z kolan. Raz zatrzymywał się pomiędzy wanna a moimi nogami, a innym razem wpadał na brzuch i zsuwał się dalej na dół. Ten śliski dotyk owocu sprawiał mi niesamowitą przyjemność.

Nie wiem jak długo byłam w wannie. Gdy wychodziłam woda straciła juź swoją rozkoszną temperaturę. Nie wycierałam się ręcznikiem, tylko przeszłam do pokoju i połoźyłam się na łóźku. Był piękny sierpniowy dzień i promienie słoneczne, wpadające do mojego pokoju, ogrzewały moje ciało. Odpoczynek, tym razem na lnianej pościeli, sprawił, źe ponownie się wyciszyłam. Niestety nie trwało to długo. Ponownie poczułam ostre zęby na moich paznokciach. Tego było juź za wiele.
- Kotka, przestań!
Zwierzę przestraszyło się ponownie mojej reakcji. W mgnienia oku znalazło schronienie pod krzesłem. Spojrzałam w jej kierunku. Była niegrzeczna, ale równocześnie bardzo słodka. Uwielbiam ją za to. Zauwaźyłam na podłodze ślady moich stóp. Promienie słoneczne sprawiały, źe ślady były coraz mnie widoczne. Takźe na moim ciele ostatnie krople wody spływały na lnianą pościel.

©2007 PIJALOES. All Rights Reserved. Created by PlusDesign