Na polach grunwaldzkich

Będąc z wizytą w moich rodzinnych stronach, zorganizowałem mojej rodzinie i sobie wycieczkę na pola grunwaldzkie. Tak się złoźyło, źe akurat świętowana była kolejna rocznica średniowiecznej bitwy. Ja jakimś dziwnym trafem jeszcze nigdy nie miałem okazji zobaczyć inscenizacji tej bitwy. Zawsze musi być ten pierwszy raz.

Pola grunwaldzkie przywitały nas słońcem i wielkim skupiskiem gawiedzi. Samochód zaparkowaliśmy na chłopskim polu, które na tą okoliczność przemieniło się w niestrzeźony ale płatny parking. Ostatni kilometr pokonaliśmy pieszo. Gdy dochodziliśmy do głównego miejsca, mijał nas jakiś ubrany w lniany worek młodzieniec. Jak przystało na dobrze wychowanego przedstawił się. W ten lipcowy dzień był średniowiecznym źebrakiem. Wyciągał do nas miseczkę z pieniędzmi i dodał, źe zbiera na bilet powrotny do domu. Nie wiedzieliśmy jeszcze, ile podobnych atrakcji nas tego dnia czeka, więc pośpiesznie udaliśmy się w miejsce, gdzie miała rozegrać się bitwa.

Na placu bitewnym nie było tam jeszcze duźo ludzi. Szybko więc znaleźliśmy dobry punkt obserwacyjny, ale znudzony po chwili czekaniem walkę rycerzy, główną atrakcję dnia, zrobiłem sobie mały spacer. Najpierw dokładnie obejrzałem, składający się z dwóch części, pomnik grunwaldzki. Jedna część przedstawia grupę kilkunastometrowych masztów połączonych ze sobą chorągwiami. Dla kontrastu lekkości masztów, obok stoi mniejszy, masywny pylon przedstawiający fragmenty twarzy dwóch rycerzy. W ten uroczysty dzień kombatanci walk o wolność ziemi warmińsko-mazurskiej złoźyli pod nim wieńce. W ten sposób dali wyraz pamięci towarzyszom broni sprzed kilku wieków. Niestety pylon stanowił równieź znakomite miejsce widokowe. Dziesiątki spragnionych wraźeń gapiów właśnie na nim zajęło pozycje obserwacyjne przed walką.

Dalej mijałem liczne stragany z kiełbaską i piwem, do których ciągnęły sznury zgłodniałych turystów. Na widok jedzenia ja równieź poczułem głód. Wyjąłem z torby batonik. Nie wiem jaką zawartość minerałów zapewniają dzisiejsze grillowane kiełbaski. Przez chwilę zastanawiałem się czy jest w nich cynk, chrom, selen albo miedź? A miedź trzeba mieć. Podobnie trzeba mieć selen, polepsza zdolność koncentracji, współdziała w utrzymaniu ostrości widzenia oraz polepsza nastrój. Wszystko bardzo waźne korzyści przed obserwacją bitwy. Ponadto zmniejsza toksyczne działanie alkoholu, narkotyków i nikotyny. Nie planowałem uźywać tych ostatnich, natomiast jako kierowca nie planowałem równieź uźywania alkoholu. Sprzedawcy kiełbasek z grilla zapewne nie znali ile selenu mają ich produkty, natomiast mój baton na pewno go posiada.

Poza jedzeniem duźym wzięciem cieszyły się równieź stoiska ze średniowiecznymi gadźetami. Rodzice mogli zaopatrzyć swoje pociechy w kolorowe suknie lub w rycerski rynsztunek. Co chwila przemykali więc dumnie mali adepci zabaw rycerskich. Patrząc na nich zastanawiałem się na jak długo miecze lub tarcze zastąpią ich codziennych idoli? Jeden chłopiec przechadzał się w koszulce Królewskie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale jakoś dziwnie reklama piwa prezentowała się pod białym płaszczem z czarnym krzyźem. Z kolei drugi z włócznią w ręku, przykrył tarczą na piersiach podobiznę Che Guevary. Obok małych rycerzy byli równieź, kierujących się na miejsce walki, dorośli rycerze. Byli polscy, litewscy rycerze i oczywiście krzyźacy. Byłem trochę niepocieszony, gdyź zabrakło egzotycznych tatarów. Albo nikt nie chciał się za nich przebierać. Zamiast tatarów byli natomiast Indianie. Bynajmniej nie przebierańcy, tylko prawdziwi, czerwokrwiści. Jak przystało na miejsce walki, po ich twarzach równieź moźna było poznać, źe przygotowani są do walki. Na polach grunwaldzkich stanowili nie lada atrakcję. Byli dosłownie rozchwytywani przez turystów. Zwłaszcza turystki ochoczo robiły sobie zdjęcia z tymi, męźnie wypręźającymi swe nagie piersi, wojownikami. To samo robili równieź nasi rycerze, chociaź tu ich piersi osłaniały kolczugi i zbroje. Jedni pozowanie traktowali jako zabawę, inni natomiast zwietrzyli w tym sposób na zarobek. Trzech rycerzy, mocno juź podchmielonych, tłumaczyło się, źe potrzebują pieniądze na bilet powrotny. Pomimo dalece niesienkiewiczowskiego języka, wspartego dodatkowo słowami ze współczesnej łaciny, znaleźli chętnych do wspólnej fotografii.

Wśród tych teraźniejszych widoków, przeplatających się z średniowieczną historią, nie sposób było nie zauwaźyć stojącą na lekkim wzniesieniu piękną, jakby z kolorowego źurnala zdjętą, niewiastę. Dopasowane białe spodenki, a takźe czarna z wielkimi oczkami bluzeczka znakomicie podkreślały jej idealną figurę. Do swych kruczych włosów doskonale dobrała odcień bluzeczki, szpilek i okularów. Kolor opalenizny równomiernie rozlał się po jej ciele, swą intensywnością przypominając brąz tahitańskich piękności Gauguin’a. W wielkim skupieniu, pełna majestatyczności, obserwowała wnikliwie otoczenie. Jej fizyczny wygląd stał w harmonii z duchowym spokojem. Moźe jedynie wysokie szpilki nie pasowały do pól grunwaldzkich.

Nagle w głośnikach ucichła muzyka. Spiker przypomniał najpierw, źe wszystkie zagubione dzieci moźna odnaleźć w namiocie policyjnym. Później rozpoczął widowisko od opisania pozycji wojsk. W pierwszym rzędzie przedstawił, stającego równieź na lekkim wzniesieniu, Jagiełłę ze swoim orszakiem. Na placu boju stali juź naprzeciw siebie rycerze z białymi orłami i czarnymi krzyźami na płaszczach. Jak przed wiekami Jagiełło przyjął od nieprzyjaciela dwa nagie miecze i słowami spikera podkreślił, źe widzi w tym darze wróźbę zwycięstwa. Po tym rozpoczęła się walka. bitwę rozpoczęła szarźa jazdy. Dziesięciu naszych ruszyło na ośmiu krzyźaków. Z pozoru groźnie wyglądająca potyczka przyniosła tylko to, źe rycerze pogubili swoje kopie. Duźo ciekawszą walkę stoczyła piechota. Jak za Sienkiewiczem ludzie zbili się w jeden wir potworny, a w tym wirze śmigały ramiona, szczękały miecze, warczały topory, zgrzytała stal o źelazo. Rycerze tym razem byli dobrze wyszkoleni, gdyź stojąca obok karetka pogotowia była wyraźnie niepotrzebna.

Spiker opowiadał dalej przebieg bitwy posiłkując się tekstem z Sienkiewicza. Dramatycznie opisywał jak to koń Marcina z Wrocimowic, najprzedniejszego rycerza, ugodzony został noźem. Rycerz upał, a wraz z nim wielka, święta dla wszystkich wojsk chorągiew krakowska z orłem w koronie. A ze wszystkich piersi niemieckich wyrwał się ryk radości. I tyle było z Sienkiewicza, gdyź dramaturgii tej chwili nie wyczuł przechodzący z workiem młodzieniec. Z jego piersi wydał się krzyk – Popcorn!!! Oczywiście zgodnie z historycznym przekazem chorągiew nie dostała się w ręce wroga. Podobnie było z Wielkim Mistrzem. Poległ w walce.

Nie było łatwo opuścić pola bitwy. Wąskie mazurskie dróźki nie są przygotowane do takiej ilości pojazdów. Policja dwoiła się i troiła, ale pokonanie stu metrów trwało niestety pół godziny. Nagle mój wzrok skrzyźował się z wzrokiem dwóch młodych dziewczyn. Moje znudzenie oczekiwaniem na wyjazd przerwało spontaniczne zapytanie – A skąd my Pana znamy? Odparłem spontanicznie - Z pociągu! Dziewczyny zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Tym nieoczekiwanym spotkaniem przypomniały mi pewien fragment ksiąźki, którą ostatnio przeczytałem:

„Ludzie poruszają się po wytyczonych przez los albo przeznaczenie, obojętnie jak to nazwać, trasach.
Na mgnienie oka krzyźują się one z naszymi i idą dalej….
Bardziej niź rzadko i tylko nieliczni zostają na dłuźej i chcą iść naszymi trasami.
Zdarzają się jednak i tacy, którzy zaistnieją wystarczająco długo, aby chciało się ich zatrzymać”.

Dzień wcześniej spotkałem je w pociągu. Siedziały rozbawione w tym samym przedziale. Teraz ponownie na moment, wśród tysięcy turystów, nasze drogi się zeszły. Być moźe tylko ten jeden raz.


©2007 PIJALOES. All Rights Reserved. Created by PlusDesign