Samba z aloesem w tle
Z wielką ciekawością odkręcałem kolorowe pojemniki, które podsuwała mi piękna Veronika z firmy Brazilian Fruit. Pocieram dłonie gęstą mazią, wąchałem ale przede wszystkim słuchałem jej opowieści o egzotycznych owocach z odległych lasów Amazonii. W pierwszej chwili ich nazwy brzmiały bardzo obco: acai, maracuja, murumuru czy pitanga. Natomiast przy bliższym poznaniu, albo lepiej posmarowaniu, stawały się dla mnie bardziej przyjazne. Pociągały wspaniałymi zapachami, otwierały się w delikatnym dotyku oraz ciekawiły swoimi właściwościami. Owoce Amazonii są bogate w proteiny, witaminy, minerały, antocyjanidyny, nienasycone kwasy czy też aminokwasy. Same w sobie mają roślinne substancje myjące, pomagają w odżywianiu ciała i włosów, ułatwiają nawilżanie oraz uzupełniają hydrolipidową warstwę skóry. Veronika uwodziła nas, przybyszy z dalekiej Polski, opowieściami o tym, jak piękne jest ciała po zetknięciu z jej Brazilian Fruit i zachęcała do bliższego poznania.
Brazylia kocha bowiem piękno. Kobiety nacierają swoje ciała tonikami, emulsjami, żelami, balsamami, by przypodobać się swoim mężczyznom. Ci z kolei robią dla nich to samo. Jak przystało na trzeci kosmetyczny rynek świata, kult piękna jest wszechobecny. Na plaży, na ulicy, na sali tanecznej.
Właśnie taniec oddaje piękno najlepiej, a jego rytmy Brazylijczycy mają we krwi. Jak tańczą sambę mogliśmy zobaczyć w clubie Jazz. Ale zanim rozpoczęła się zabawa, to pierwsze kroki samby pokazał nam wysoki i muskularny instruktor, do złudzenia podobny do Morpheusza z filmu Matrix. Najpierw rozdzielił mężczyzn i kobiety, potem stanął na środku sali by następnie zręcznie i miarowo odliczając „um, dois, tres... sete, oite”, wprowadzał nasze ciała w taneczny trans. Patrząc tego wieczora na rozbawionych Brazylijczyków, można powiedzieć, że z tańcem jest tak jak z miłością.
Każdy potrafi tańczyć, to wrodzony dar. Jednym przychodzi to spontanicznie, lecz większość z nas musi się tego ponownie nauczyć. Musimy przypomnieć sobie, jak w rytm muzyki stawia się kroki, i wszyscy bez wyjątku spalić się w ogniu rytmicznych namiętności. Musimy nauczyć przeżywać raz jeszcze radość i udręki, - szczególnie gdy zgubimy kroki -, czy wzloty i upadki, - gdy nieuważnie staniemy partnerce na nogę. Dajmy ponieść się rytmom, aż w końcu uda nam się dostrzec tajemnicza nic, która łączy wszystkie nasze wspólne ruchy. Wtedy ciało uczy się mówić językiem duszy. Dzięki tańcowi te krótkie chwile, które nieustannie nam uciekają, możemy zamienić w odrobinę szczęścia bycia razem. Jakże przyjemnie jest dostawać taki skrawek szczęścia. I jakże przyjemnie jest go dawać.
W ten sposób Paulo Coehlo opisywał uczucia pewnej Brazylijki, którą koleje życiowe rzuciły do Europy. Sponiewierana przez los, do końca jednak wierzyła w miłość. Na szczęście odnalazła jej żar w chłodnej Szwajcarii. Te piękne słowa znakomicie pasują również do tańca. Bo tańcząc także można przekazać uczucia. To daje samba i tego z wielką cierpliwością uczyliśmy się w clubie Jazz. Szybko skończyła się lekcja. Sala w mgnieniu oka wypełniła się po brzegi. Muzycy wyszli na scenę i zaczęli grać rytmy samby.
Morpheusz nie czekając długo porwał do tańca piękną, ale dość niską brunetkę. To nic, że on dla niej mocno musiał się schylać, by wskazywać jej kroki. To nic, że ona dla niego mocno musiała stawać na palcach, aby dotrzymać mu kroku. Z uśmiechem na twarzach falowali oboje dookoła sali w rytm samby. Z kolei drugi instruktor raz po raz zapraszał do tańca piękną dziewczynę, o bardziej nam bliskich rysach twarzy. Jej blond włosy unosiły się w rytm tańca, a radości malująca się na policzkach, zdradzała, że chyba udało się jej odnaleść tajemniczą nić łączącą ich wspólne ruchy ciała.
Uliczny zgiełk w ciągu dnia, a taniec w nocy, sprawia, że życie w San Paulo nigdy nie zamiera. To miasto jest sercem brazylijskiej ekonomii, które bije dwadzieścia cztery godziny na dobę, nieprzerwanym strumieniem świateł, ludzi i samochodów. Co znaczą nasze, rodzime, korki na Jarozolimskiej czy Pułaskiej wobec wypełnionej dzień i noc po brzegi sześcio- a nawet siedmiopasmowej autostradzie na przedmieściach tego miasta? Sao Paulo broni się, ogranicza wjazdy do miasta, każe za złą jazdę, ale to nic nie daje, bo codziennie w tym mieście przybywa ponad osiemset nowych samochodów. Rodzi się pytanie, skąd w kraju tyle samochodów, skoro średnia pensja miesięczna wynosi sto dolarów? Odpowiedz znalazłem w butiku w jednym z handlowych galerii, gdzie markową koszulę można było kupić w pięciu ratach, po piętnaście reali czyli po dwadzieścia złotych.
Szybko opóściliśmy zapchane ulice Sao Paulo, by poczuć w naszych piersiach oddech dżungli. Brazylia to także piękno przyrody. Na granicy z Argentyną odnalezliśmy Cataratas do Iguacu. Jest to miejsce wyjątkowe, jeden z najwspanialszych cudów natury. Na przestrzeni niespełna trzech kilometrów spadają wody z prawie trzystu wodospadów. Niesamowite wrażenie sprawiają tęcze, chmury kropli wody i białej piany, tańczące na tle zielonej puszczy. Po wodospadach pojawiły się wielkie błękitne motyle i bajecznie kolorowe ptaki. Ich drogi krzyżowały się w powietrzu i nadawały temu miejscu rajskości. Nie sposób było także nie zauważyć senne mrówkojady niedbale przechadzające się alejkami. Początkowo nie zważały na turystów, gdy jednak zwęszyły jakiś smakołyk, szybko zamieniały słodkość pyszczka i łapek na ostrość pazurek.
Chciało by się rzecz – Brazylia Forever. Albo Forever w Brazylii. Oczywiście, nie omieszkałem pytać w kraju samby o moją aloesową firmę. Wiedziałem, że Forever osiągnął wielki sukces na tym znaczącym rynku kosmetycznym. Dziś Brazylijczycy średnio siedem razy więcej piją aloesu niż my Polacy. Dla zdrowia, ale także dla urody. Potwierdziła to piękna Carla serwująca smakowite czekoladowe ciastka w Pinocotece Sao Paulo. Na pytanie czemu zawdzięcza swój szalenie młodzieńczy wygląd odpowiedziała krótko - to daje mi aqua czyli woda. No właśnie, aloes to głównie woda. Ale jest to woda wyjątkowa, bo w formie koloidu. Koloid to substancja o konsystencji żelu, właściwa dla wszystkich stanów biologicznych. W koloidzie dzieci się rodzą, cytoplazma jest w formie koloidu. Jest to naturalna forma istnienia substancji. Aloes uszczelnia i wypełnia błony komórkowe. Komórka staje się przez to obszerniejsza, ona jakby w cudzysłowie puchnie. Błona komórkowa również staje się rozciągnięta i przez to staje się barierą dla bakterii czy wirusów. Aloes ma w sobie wyjątkową wodą, a ponadto ma również to wszystko, co zawierają wszystkie Brazylian Fruit razem wzięte.
O Forever z wielkim uznaniem w głosie wypowiadała się właścicielka fabryki kosmetyków, którą mieliśmy okazje odwiedzić. Podobnie jak Claudia, włoska dziennikarka, pisząca od ponad trzydziestu lat o kosmetykach w wielu pismach. Mniej więcej tyle lat niesie Forever wszystko co aloes ma najlepsze do najdalszych zakątków świata.
Nie sposób w krótkim czasie poznać ten ogromny kraj. Zegnając się z nim, zdążyłem jeszcze napisać kilka zdań dzieląc się z przyjaciółmi wrażeniami z pobytu w tym wyjątkowym miejscu na ziemi:
„Marzenia są jak ogromny motywacyjny magnes.
Pomagają przebrnąć przez ciężkie chwile.
Miejmy śmiałość marzyć,
pozwólmy szybować naszej wyobrazni. ”