Spotkanie

Nie zdąźyłem załatwić wszystkich spraw w pracy i dlatego na spotkanie jechałem lekko podenerwowany. Nie lubię się spóźniać, zwłaszcza na pierwsze spotkanie.

Nie czekałem długo na tramwaj. Po kilku minutach byłem juź na Nowowiejskiej. Z wiosenna lekkością zrobiłem sobie spacer w pobliźe numeru 15. Tam właśnie powinna mieścić się kawiarnia Quantum, miejsce naszego spotkania. Zaniepokoiłem się, gdyź w pierwszej chwili nie znalazłem adresu pod którym byliśmy umówieni. Zauwaźyłem piętnastkę, ale była ona w towarzystwie dziewiętnastki. Pod tym numerem mieściła się jakaś państwowa uczelnia. Napotkany student nic nie wiedział o kawiarni Quantum. Ja za to wiedziałem, źe na pewno jestem w złym miejscu i na pewno spóźnię się. Długo czekałem aź ona przyjedzie do Warszawy. Opowiadałem jej duźo w moich listach o tym czym się zajmuję. Na spotkaniu chciałem ją jeszcze bardziej zainteresować moją pasją.

Zacząłem się niepokoić. Nie minęło kilka sekund, a ja juź byłem w kilku kawiarniach na Nowowiejskiej. Niestety nazwa Quantum nikomu nic nie mówiła. Zapragnąłem ponownie zajrzeć do mojej skrzynki mailowej i upewnić się czy szukam pod właściwym adresem. Wiedziałem, źe w pobliźu jest kawiarenka internetowa, ale jak na złość nie mogłem jej znaleźć. W moim zdenerwowaniu wybrałem złą ulicę i straciłem cenne minuty. Przyszła mi do głowy myśli. Dlaczego szukać kawiarenki internetowej skoro w pobliźu jest tyle róźnych biur, w których siedzą znudzeni pracownicy. Zajrzałem do pierwszego. Było to biuro podróźy. Niestety było tam tak duźo klientów, źe nie odwaźyłem się zakłócać pracę. W drugim biurze na szczęście nie było klientów. Przybliźyłem się do biurka pani w średnim wieku i w ciemnych okularach. Z wielką pokorą zacząłem rozmową:
„Zwracam siÄ™ do Pani z nietypowÄ… proÅ›bÄ…”.
Chyba ze trzy razy zmieniaÅ‚em w moich oczach bÅ‚agalne spojrzenie, ale pani w ciemnych okularach okazaÅ‚a siÄ™ nieubÅ‚agana. Po kaźdym moim spojrzeniu otrzymywaÅ‚em jej stanowcze „nie”. WidzÄ…c, źe nie znajdÄ™ u niej zrozumienia dla mojego randkowego niepowodzenia chciaÅ‚em powiedzieć jej coÅ› na poźegnanie, ale ugryzÅ‚em siÄ™ w jÄ™zyk. Szybko znalazÅ‚em siÄ™ ponownie na zewnÄ…trz. Przez chwilÄ™ błądziÅ‚em bez celu. Nie wiedziaÅ‚em co dalej robić. Nagle ujrzaÅ‚em urzÄ…d pocztowy. PomyÅ›laÅ‚em, źe adres kawiarni Quantum na pewno musi być w ksiąźce telefonicznej. W urzÄ™dzie znalazÅ‚em kilka okienek i poprzylepianych do nich klientów. Na moje pytanie o ksiąźkÄ™ pani za okienkiem odesÅ‚aÅ‚a mnie do drugiego budynku parÄ™ ulic dalej. Znów siÄ™ ugryzÅ‚em, ale tym razem w wargi.

WpadÅ‚em do kolejnego biura podróźy. SiedziaÅ‚y w nim dwie mÅ‚ode panie. Uprzejmie podaÅ‚y mi ksiąźkÄ™ telefonicznÄ…. Niestety nie mogÅ‚em znaleźć adresu kawiarni. ZaryzykowaÅ‚em i poprosiÅ‚em jednÄ… z nich o sprawdzenie mojej poczty. I nagle wszystko byÅ‚o jasne - moje spotkanie byÅ‚o nie na Nowowiejskiej tylko na Nowogrodzkiej i nie pod numerem piÄ™tnaÅ›cie tylko czternaÅ›cie. ChciaÅ‚em siarczyÅ›cie zakląć, ale na szczęście, zamiast tego, udaÅ‚o mi siÄ™ podziÄ™kować im za pomoc. BiegÅ‚em. Gdy przed moimi oczyma zobaczyÅ‚em tablicÄ™ z nazwÄ… ulicy, na zegarku byÅ‚ kwadrans po trzeciej. Tylko kwadrans spóźnienia, pocieszaÅ‚em siÄ™. Ale nie widziaÅ‚em kawiarni Quantum. Pod czternastkÄ… byÅ‚ jakiÅ› pusty dom. TrwaÅ‚y tam prace remontowe. Być moźe przygotowania do nowego sezonu. PrzemierzyÅ‚em NowogrodzkÄ… w caÅ‚ej dÅ‚ugoÅ›ci, zajrzaÅ‚em w desperacji do kaÅźdej kawiarni, ale nie widziaÅ‚em osoby, z którÄ… byÅ‚em umówiony. Zrezygnowany, zmÄ™czony, prawie pokonany przez wÅ‚asne roztargnienie zaczÄ…Å‚em włóczyć siÄ™ po ulicach Warszawy. Cóź mi pozostaÅ‚o. Do nastÄ™pnego spotkania miaÅ‚em jeszcze dwie godziny. Nagle przyszÅ‚a mi myÅ›l, aby zadzwonić do Agnieszki. Agnieszka pracuje w pobliźu Nowogrodzkiej i na pewno zna kaźdy zakÄ…tek tej dzielnicy. Szybko wstukaÅ‚em numer i w sÅ‚uchawce usÅ‚yszaÅ‚em znany mi, miÅ‚y gÅ‚os. ByÅ‚a zajÄ™ta, ale obiecaÅ‚a poszukać w Internecie kawiarniÄ™ Quantum.

Znów mijające minuty zamieniały się w nieskończoność. Zastanawiałem się dlaczego nie dzwoni do mnie moja niedoszła towarzyszka spotkania. Przecieź przesłałem potwierdzenie naszego spotkania. Na wszelki wypadek podałem jej równieź mój numer telefonu. Myślałem, źe będzie to kwestą czasu, gdy usłyszę zaniepokojony głos. Telefon jednak milczał. Zadzwoniłem do Agnieszki. Oznajmiła, źe nie moźe odnaleźć kawiarni Quantum. I nagle mnie zamurowało. Stałem przed kawiarnią Quorum. Nie wiedziałem co odpowiedzieć Agnieszce. Ona próbowała dopytać się o inne brzmienie tej nazwy. Próbowała podpowiedzieć mi jak dalej mam szukać. W ułamku sekundy wszystko się wyjaśniło. Tylko ja nie potrafiłem opowiedzieć o tym Agnieszce. Gdy zakończyłem rozmową zapragnąłem odpocząć.

W środku było dość przytulnie. Rozejrzałem się dookoła. W lokalu siedziało kilku męźczyzn i jedna para. Podszedłem do barmanki:
- Jaki to jest adres? - spytałem się.
- Nowogrodzka 12.
Wszystko staÅ‚o siÄ™ jasne. BiegaÅ‚em po warszawskich ulicach w poszukiwaniu kawiarni Quantum niczym zaprogramowana maszyna. ByÅ‚em obok miejsca mojego spotkania i pobiegÅ‚em dalej. SpytaÅ‚em barmankÄ™ czy widziaÅ‚a oczekujÄ…cÄ… na kogoÅ› kobietÄ™. Niestety ona jej nie zauwaźyÅ‚a. PozostaÅ‚o mi tylko napić siÄ™ piwa. UsiadÅ‚em za stoÅ‚em i zaczÄ…Å‚em zastanawiać siÄ™ jak bÄ™dÄ™ siÄ™ usprawiedliwiaÅ‚ z mojej gafy. Nigdy nie zdarzyÅ‚o mi siÄ™ tak fatalnie umówić na spotkanie. PoczuÅ‚em siÄ™ jak maÅ‚y chÅ‚opiec. PrzypomniaÅ‚a mi siÄ™ przygoda sprzed lat. Gdy miaÅ‚em kilkanaÅ›cie lat postanowiÅ‚em odwiedzić rodzinÄ™ na Å›lÄ…sku. OczywiÅ›cie nie uprzedziÅ‚em mojego przyjazdu. KiedyÅ› spotkania rodzinne najczęściej byÅ‚y niezapowiedziane. DostÄ™p do telefonów byÅ‚ utrudniony, nie kaÅźde je posiadaÅ‚, wiÄ™c ludzie komunikowali siÄ™ z sobÄ… poprzez kontakt osobisty. Jak na moje nieszczęście rodziny nie byÅ‚o w domu, gdyź bawili siÄ™ na weselu. Jak na moje podwójne nieszczęście wesele trwaÅ‚o kilka dni. DziÅ›, w dobie wszechogarniajÄ…cej komunikacji, nie powinno być problemu z odnalezieniem siÄ™ dwojga ludzi. Tego popoÅ‚udnia wielkie miasto biegÅ‚o swoim tempem, a ja biegaÅ‚em w poszukiwaniu kogoÅ›, kogo bardzo chciaÅ‚em spotkać. Po cóź elektryczne listy, telefony czy komórki, gdy w komórkach, ale tych pod czuprynÄ…, nie ma wÅ‚aÅ›ciwej pracy.
Piłem piwo i ubolewałem na swoim roztargnieniem. Ale przyglądałem się równieź siedzącej przede mną parze. Kobieta miała długie blond włosy z lekkimi farbowanymi pasemkami. Niedawno gdzieś juź czytałem o tych pasemkach. Rozmawiała bardzo źywiołowo wymachując na wszystkie strony papierosem. Pomyślałem, źe tak moźe rozmawiać ktoś, kto bardzo źywiołowo pisze. Szukałem w jej głosie wschodniego akcentu. W pewnym momencie wyszła do toalety. Postanowiłem, źe jak tylko wróci to podejdę do niej i zapytam, czy przypadkiem nie była dziś z kimś umówiona. Właśnie kończyłem pić piwo. Alkohol dodał mi odwagi do nieszablonowych działań. Ona ponownie pojawiła się na sali. W ręku miała palto, przygotowywała się bowiem do wyjścia. Podszedłem do niej i zadałem pytanie. Zobaczyłem wielkie zdziwienie w jej oczach.
Poniewaź wychodziła na zewnątrz, więc wyszliśmy razem. Juź w drugim zdaniu naszej rozmowy okazało się, źe moja męska intuicja nie myliła się.
To była ona.

©2007 PIJALOES. All Rights Reserved. Created by PlusDesign